W Warszawie lat 1920, w czasach, gdy granice

jeszcze pulsowały jak żywe mięśnie, więzienie na

Woli przetrzymywało ludzi, którzy poruszały

siłami poza zrozumieniem współczesnego świata.

Jeden z nich, Jan Kowalski, znany wśród

strażników jako „czarodziej z Nowego Świata”,

został osadzony za zaklęcie, które zniszczyło

dwa domy. Uciekł nocą, gdy deszcz piorał ulice i

cienie robiły się gęstsze niż zwykle.

Kowalski miał jedynie dwie godziny, by dotrzeć

do schronu przy ulicy Złotówka, gdzie czekała

jego siostra, Irena – manipulatorka emocji,

która od dziesięciu lat grała w grze, którą

tworzyli inni. Gdy dotarł, jej oczy błyszczały

nie tyle z radości, ile z wyraźnego zadowolenia.

„Znalazłeś się tam, gdzie miałeś iść” –

powiedziała, choć nie było słów.

Wschód słońca oznaczał początek nowego porządku.

W mieście, gdzie nadprzyrodzone moce były

traktowane jak choroba, Kowalski odkrył, że

prawdziwy chaos rodzi się w głowie człowieka,

który myśli, że ma kontrolę. Irena miała swój

plan – rozszerzyć wpływ ich rodziny, której

prapradziadek był pierwszym czarodziejem w

Polsce. Ale Kowalski chciał tylko uciec, a nie

stać się częścią jakiegoś przeklętego spuścizny.

Podczas spotkania z dawnym kolegą z więzienia,

który teraz pracował dla policji, Kowalski

dowiedział się, że jego ucieczka została

zaobserwowana przez ludzi, których nikt nie

widział – szpiegów z tajnej sekty, która uważała,

że nadprzyrodzone moce powinny być ukryte, a nie

używane. To oni zorganizowali jego aresztowanie.

Teraz, po ucieczce, szukali go, bo wiedzieli, że

jego moc może zmienić coś więcej niż jedno życie.

Gdy Kowalski próbował uciec ponownie, Irena

zatrzymała go, wyciągając rękę z kamieniem,

który niósł resztki mocy przodków. „Nie możesz

uciec z tego, co jesteś” – rzuciła, a wtedy

świat zaczynał się kręcić.

W końcu, podczas wieczornej mgły, Kowalski

zniknął. Nie wiadomo, czy uciekł, czy został

pochowany w ziemi, w której przeszłość i

przyszłość się spotykają. Jedno jest pewne –

świat, który istniał przed nim, już nie będzie

taki sam.