Lód leje się z chmur nad Krakowem. W sierpniu

1925 roku, podczas wyprawy archeologicznej,

grupa badaczy znaleziona została martwa w

ruinach zamku. Wśród nich był profesor Antoni

Kowalski — historyk, który przez lata badał

tajemnicze napisy na kamieniach Wawelu. Niedługo

potem jego brat, Jan, zostaje aresztowany za

przekazanie tajnych dokumentów Niemcom. Wszyscy

wiedzą, że to kłamstwo, ale nikomu nie wolno

mówić.

Kowalski, chłodny strateg, decyduje się na

samodzielne śledztwo. Znajduje starą kartkę z

notatkami brata — skreślone słowa, fragmenty

cyfr i nazwy zakonów. Wśród nich: Ordo Sanguinis.

Przekonuje się, że jego brat odkrył coś więcej

niż tylko inskrypcje. To było przeznaczenie,

które go zabije.

Pod wpływem nowej technologii, wprowadzonej

przez niemieckich inżynierów, Wawel został

częściowo odgrodzony barierami magnetycznymi.

Żaden człowiek nie może wejść, bez uprawnień.

Kowalski jednak znajdzie sposób. W noc

świętojańskiej, gdy kościół zapalił świeczki,

przepchnie się przez otwór w murze. Wewnątrz, w

głębi piwnic, znajduje pokój z tablicami

zapisanymi w języku staropolskim. Na jednej z

nich widzi swoje imię.

Zdrada nie była przypadkowa. Był planem, który

od dawna przygotowywano. Kowalski, jako ostatni

członek rodziny, ma zostać zwinięty w tę

historię. Ale on nie jest gotowy. Ucieka,

zostawiając za sobą ślad w formie krwi, która

spływa po kamieniach.

Na ulicy, w ciemności, czeka na niego konwój

policyjny. Zostaje schwytany. Wtedy dochodzi do

niepokojącego momentu: wśród świadków, którymi

są strażnicy, znajduje się jego żona. Patrzy na

niego, jakby wiedziała, że to wszystko było

przeznaczeniem.

W dniu rozprawy, w siedzibie Trybunału, Kowalski

patrzy w oczy sędziego. W tym momencie

rozpoznaje go. To jego brat, Jan. Nie został

zamordowany, tylko ukryty. Teraz obaj stoją

przed sądem, jeden jako oskarżyciel, drugi jako

oskarżony.

Śmierć, którą miał przewidzieć, nie nastąpiła.

Ale przeznaczenie zostało spełnione.