Lód na jeziorze Szczyrk roztopił się dopiero w
kwietniu 1976 roku. Mężczyzna w czerni, bez
nazwiska, przybył tam z pustym portfelem i
jeszcze większą pustką w głowie. Nie pamiętał,
jak się nazywał, ani gdzie był przed trzema laty.
Tylko jedno wiedział: coś go tam spotkało — coś,
co wywołało tę dziurę w jego duszy.
Znalazł się w małej miejscowości nad morzem,
gdzie ludzie nie pytali o pochodzenie, tylko o
prace. W domu kowala, pod dachem, śpiąc na łóżku
z mosiężnymi łącznikami, zaczął budzić się z
senów, które nie należały do niego. Widział
budynek, który nie istniał, słyszał głos,
którego nie znał. Kiedy próbował zapytać o to u
ludzi, odpowiedzi były jednoznaczne: „To nie
nasz świat”.
W dniu, gdy miasto rzuciło na ulice broń, a
żołnierze weszli na plac zabaw, mężczyzna w
czerni znalazł się w centrum chaosu. Przed nim
leżał człowiek w mundurze, z rannym ramieniem i
złamaną twarzą. W jego kieszeni, ukryty pod
płaszczem, znajdował się dokument z pieczęcią –
tajemniczy dowód, że ten człowiek nie był
żołnierzem, ale agentem. Agentem, który kiedyś
pracował dla innego biura.
Mężczyzna w czerni nie pamiętał, czy on był tym
agentem. Ale wiedział, że jeśli chce odzyskać
swoją tożsamość, musi odnaleźć człowieka, który
miał z nim kontakt – mężczyznę o imieniu Jan.
Jego ślad prowadził do Warszawy, do cienia
znanego z legend.
Wojna wewnętrzna wybuchła wtedy, gdy mężczyzna w
czerni odkrył, że Jan nie żyje. Został
zamordowany w 1972 roku, a jego śmierć została
zakryta przez instytucje. Jednak w jego
mieszkaniu, wśród spalonych papierów i pustych
butelek, znaleziono coś, co zmieniło wszystko:
kartkę z numerem telefonu i datą – dzień, kiedy
mężczyzna w czerni został odnalozony w lesie.
Nie był tam przypadkiem. Był tam dlatego, że
ktoś chciał, by zapomniał.
Pod koniec marca 1977 roku, na skraju lasu,
mężczyzna w czerni stał przed drzwiami domu, w
którym kiedyś mieszkał Jan. Drzwi otworzył drugi
mężczyzna – starszy, z blizną na policzku. Mówił:
„Wreszcie wróciłeś. Czas, byś wiedział, kim
jesteś.”
Nie było więcej pytań. Była tylko odpowiedź,
którą mężczyzna w czerni nie mógł już uniknąć.
PRL zmieniła świat – nie tylko granice, ale też
to, co człowiek może zapomnieć.


