W 1976 roku, w Warszawie, wśród kłębowisk dymu i

ranczo, które nie ustają, trafiła do szpitala z

urazem głowy. Kobieta, znana jako Marta Nowak,

nie pamiętała, kim była, ani gdzie się urodziła.

Lekarze nazywali to przypadkiem, ale lekarz

psychiatra, pan Dragan, widział coś więcej — w

jej oczach chłód, który nie pasował do czasów.

Kiedy wypisała się z szpitala, zamieszkała w

starym bloku przy ulicy Miodowej, z której

wydobyto kamienie podczas budowy nowej linii

metra. Tam, wśród skorodowanych ścian i zapachu

wilgoci, zaczęła śledzić drzemkę. W jednym z

pomieszczeń, za zasłoną, ukryta była rzecz —

zegar, który nie działał, ale zawsze wskazywał

godzinę 23:47.

W tym samym bloku mieszkał mężczyzna o imieniu

Tomasz Kowalski, który był znanym zbrodniarzem z

lat siedemdziesiątych. Został skazany na

więzienie, ale uciekł, zostawiając za sobą tylko

ślady. Marta, choć nie pamiętała swojej

przeszłości, czuła coś dziwnego — jakby ten

zegar był kluczem.

W jednej z nocy, gdy zegar wskazał 23:47,

otworzyła drzwi do pokoju. W środku znajdowała

się fotografia — jej twarz, uśmiechnięta, a obok

niej Tomasz Kowalski. Na odwrocie napisano: „Nie

zapomnij”.

Od tego momentu zaczęła śledzić mężczyznę, który

kiedyś był jej mężem, a potem mordercą. W jego

śladzie prowadziła ją intryga, która zmieniała

świat, w którym żyła. Przeszłość, którą

próbowała zapomnieć, stała się jej zemstą.

Na ulicy Miodowej, w wieczornej ciszy, Marta

stanęła przed domem Tomashu. Nie miała już

wspomnień, ale miała teraz cel. W jej rękach

trzymała nożyk, a w sercu — bunt. W tym momencie

zegar zatrzymał się.

Prawda odkryła się nie w formie wspomnień, ale w

akcie. Czas, który miał być jej przeszkodą, stał

się jej narzędziem. W ciemnościach PRL, w cieniu

zegara, Marta Nowak znalazła tożsamość, którą

przepadła.