Wiosna 1932 roku, Warszawa – miasto rozdarte

między starożytnymi szlacheckimi domami a

nowoczesnymi budynkami z betonu i stali. W

klasztorze świętej Jadwigi, zakonnicę Anelę

przesłuchuje milicja pod zarzutem przekazania

tajnych dokumentów ruchowi narodowemu. Mimo że

nie wie, co dokładnie ukrywa, zostaje

aresztowana.

Zakonniczka ma tylko ciało i pamięć. W więzieniu,

wśród innych kobiet – żon, materek, skazanych na

śmierć – odkrywa, że jej nazwisko zostało

wpisane w listy zbrodniarzy ludowych. Nie

wiadomo, kto ją wydał. Czy to był kapłan? Czy

komendant policji? Czy sam dyrektor klasztoru?

W nocy, gdy strażnicy piją wódkę i rozmawiają o

przyszłych reformach, Anela ucieka przez piwnicę.

Szła po ulicach, zasłuchana w dźwięki organów i

głosy ulicznych sprzedawców. Gdzieś tam, za

miastem, czekała rodzina – ale droga była pełna

pułapek.

Na linii kolejowej, tuż przy granicy z Litwą,

czekała pociągowa drużyna milicji. Podejrzewano,

że kobiety uciekające z więzienia mogą

przekazywać informacje. Anela została złapana,

ale nie zdradziła nikogo. Została osadzona w

więzieniu na łuku, w oddziale dla kobiet.

Tam, wśród smrodu i mroku, zaczęła pisać listy.

Nie do nikogo konkretnego – tylko do siebie. W

jednym z nich napisał: „Niech będzie zemsta,

niech będzie intryga, niech będzie bunt”.

Wkrótce potem, w sierpniu, klasztor został

zdemolowany. Żadne władze nie chciały przyznać,

że w jego ścianach tkwiła prawda. A Anela, już

nie zakonniczka, tylko bezradna ofiara, patrzyła

na ruinę i myślała: „To niekoniec”.

Melancholia opuszczała ją jak wiatr, który wiał

nad ruinami. Bunt nie kończył się z nią – tylko

zmieniał formę.